sto dwadzieścia dwa

nie jest to może książka przy której spadłem z krzesła . ale warto ją przeczytać z jednego powodu . no może z dwóch . no dobra z trzech . …jeśli nie więcej ..
dowód na to że można wszystko jeśli tylko wiary starcza . i pieniędzy . przynajmniej trochę tych pieniędzy . albo szaleństwo
ciekawostka . autentyczna historia o której rzadko kto wie . chyba że rzadko kto nie wie . więc jestem rzadki .
dobry język takie to literackie i ładne . no chyba że ktoś ma inne zdanie co do tego .
podsumowując można się ze mną nie zgadzać bo jak pisał e.a. poe w berenice : nie będziemy się o to spierać . sam przekonany nie szukam zwolenników .
ciekaw jestem innej książki tego autora o której czytałem pochlebne słowa . pierścień rybaka . no ale to się zobaczy jako to się mówi w jakiejś tam przyszłości .
sto dwadzieścia jeden
“sześć razy ile to siedemdziesiąt dwa?”
w ten sposób ktoś trafił na tego bloga . wpisał w gogle powyższe hasło i bęc ta a nie inna strona .
to znak że blog jest odjechany . jak najbardziej .
zapraszam częściej w tak rzadki sposób . niewiele w tych kwestiach jednak jeśli w ogóle cokolwiek to nic właśnie więcej .

sto dwadzieścia
w jakim kierunku rozwija się slam poetycki w polsce ? . piękny temat na wypracowanie . jakiś czas temu udało mi wziąć udział w slamie toruńskim organizowanym z okazji narodzin niejakiego pana od cogito . uczucia mieszane z przewagą tych pozytywnych . a co mam się cieszyć jak kolejny raz slamu nie wygrałem a z knajpy odszedłem świadom że nie takim to ja wybitnym poetą i slamerem jestem wspaniałym jakim bym chciał być albowiem w szyku stoją już ładniejsi odważniejsi a co najgorsze utalentowani . wcześniej uczestniczyłem w toruńskim slamie w odnowie . ów odbywał się na starówce na dworze Artusa w cafe smuga światła . o ile pamiętam . mało ważne co . ważne że miejsce inne może bardziej ambitne bo klimat taki jakiś wieczorowy był bardziej niż slamerski . no nic to . różnica jest między tym co było ostatnio a tym co trochę wcześniej niż później miałem przyjemność oglądać . możliwe że taki skok poziomicowy wywołała nagroda jaką można było zgarnąć z okazji miejsca pierwszego . nie bagatela 1000 zł . bardzo ładnie nie jednym ślinka ciekła ciekła owszem a jakże i mi . jak wiadomo wszystko co ma więcej niż dwa zera piechotą nie chodzi .
no ale do rzeczy .
trochę było sztywno . przynajmiej na początku . no i piwo nie tanie . ja tez byłem sztywny bo pierwszy to prawie raz na tej scenie a dwa że zmęczony bo wcześniej zesztywniałem na mrozie od badań na powietrzu . doprawdy klimat wieczorku . prowadzenie dobre dominik r. znany slamer . na kącie ma tez jeden tomik . skład występujących to jak się później od dominika dowiedziałem cześć osób związanych z jego wcześniejszym projektem – slamy poetyckie między toruńskimi liceami . trochę lokalnych poetów zapewne nieszufladowców . dwaj jegomoście którzy ochoczo kozystali ze sceny wydawali mi się nawet najbardziej nieszufladowi ze wszystkich . powiedział bym nawet najwybitniejsi . ale czort wie skąd są i czy w ogóle potrafią się posługiwać klawiaturą . raper czy freesyler – który o dziwo nie korzysta z rymów oraz inni . ciekawsi .niejaki miron który swoim pierwszym wierszem i interpretacją wgniótł mnie w podłogę . dobre . niczelina o której już słyszałem a której nie widziałam . bardzo oryginalnie i zabawnie . i panna z męskiego fryzjera przybrana w wiersze lubujące narkotyki alkohol i coś tam jeszcze . no przyznam się że mnie akurat tym nie kupiła dzięki czemu prawdopodobnie wygrała cały slam . kolejny dowód na to że nie wiele wiem o tym o czym pisze . albo o tych dla których to pokątnie wciskam . ogólnie bardzo pozytywnie i fajno . tylko nudził mnie trochę watek warszawy która na slam się spóźniła o prawie 2 godziny i wcale tego wieczora najlepsza nie była . miejmy nadzieje że organizatorzy zrezygnują następnym razem z takiej zwłoki bo nie tylko ja owym czekanie znudzony byłem . ukłony dla organizatorów czekamy na jeszcze uważamy w lesie na kleszcze .

sto dziewiętnaście
bolą mnie plecy widzę w tym przyczynę niewolnictwa mojego posłusznego i jak najbardziej potrzebnego jednak . jednak . jednak to nie grypa . wyobraźmy sobie pandemie bólu pleców deficyt maści rozgrzewających na bazie azbestu szokującą kariera Stefana masażysty i cały splot historii odbijających się o plecy .
słońce też chore a ja lunatykuje która to już godzina a przede wszystkim czemu akurat ta rożni się szczególnie od tej poprzedniej ? cała masa tajemnic a to tylko plecy .

sto osiemnaście
trudno jest cokolwiek odkrywczego napisać po takim czasie poza tym że sie nie pisało . z różnych przyczyn. nie wiadomo też czy ta sytuacja będzie się powtarzać a raczej trwać nadal po obecnie pisanym wpisie .całkiem możliwe . wracam . może. w mojej głowie powstało pytanie .całkiem nie dawno. czy warto pisać ? . warto . czy warto pisać dziennik ? . warto . czy mam cierpliwość wytrwałość i na tyle samo zaparcia by to robić ? . nie mam . no i jeśli dzeinnik to czy warto dzielić się tak publicznie tym dziennikiem ? . nie wiem . chyba nie warto . idę więc pomyśleć . za ekranem . kolejny raz dopada mnie poczucie winy że coś powinienem zrobić .
