dwieście czterdzieści pięć

19 października, 2021

Wypadałoby coś napisać. Dzień wieczór z smutkiem nie odczuwalnym do końca. Smutek odczuwalny w kawałku. Na kawałku skóry która już od dawna tam na niego czekała. Sami, każdy z osobna wyrysował sobie to miejsce. Babcia po 70 latach zmienia miejsce. Z jednej strony trudno sobie wyobrazić ogrom czasu jaki Babcia spędziła w tych dwóch pokojach. Z drugiej strony trudno sobie wyobrazić by mogła się przyzwyczaić do nowego miejsca. Jakby nie patrzeć, z każdej strony trudno to sobie wyobrazić A Babcia straciła wzrok. Czyż to nie paradoks że brak wzroku nie pomaga zmianom otoczenia. Pomyślisz. Babcia wiedziała gdzie spał Dziadek. Babcia widziała która z rogatych poduszek lubi najczęściej się przewracać z wężowisk pościeli. Wiedziała iż w pół-łokcia nad niższym stołem konewkę przechylać powoli. Ten rodzaj zieleni nie lubi wody, nie lubi słońca. Po 70 latach w swoim domu nie używasz wzroku. Tańczysz. Podnosisz nogę nad progiem z dużego pokoju i kuchni i z powrotem. Kucasz rozwierasz palce po stołek. Prostujesz rękę dotykasz radia, dotykasz szklanki, zamykasz lodówkę, wyjmujesz masło. W dwóch pokojach. Tango. Flamenco. Walc. Fokstrot. Sardana. Hora. I Kujawiak. Jak od dziś będzie wyglądał pierwszy ruch ?. Stopę lewą, stopę prawą. Nie wiem i nie chcę zagadywać. Po prostu wypadało coś napisać.

„Ciemność” Jozef Karika

Zmęczony ostatnią książką sięgnąłem po pozycje polecaną i dobrze ocenianą. Czytając „Ciemność” sięgnąłem do skrywanych w sobie pokładów wrażliwości lęku i niepokoju. Daleko w moim mózgu schowana półka zaciemniona i dawno nieodwiedzana. I nic tam nie znalazłem. Zalecam sobie normalność, staram się trzymać osobistych obostrzeń a drobne wypady poza najwłaściwsze tory kładzione przez społeczną opinię i za nią idące decyzję, nie uważam za znaczące. Więc powinienem podzielać opinie. Oceny. A jednak nie. A jednak nic. Książka jest słaba. Momentami przedłużone opisy, rozbudowane i jak najbardziej prawidłowe nużą zamiast jeżyć włosy. Niektóre z pomysłów zaprzepaszczone. Urwane jakby bez pomysłu na zakończenie. Zastanawia mnie w takim razie skąd ta moda na Karike, czyżby to jakiś marketingowy zabieg mający na celu zainteresowanie nas literaturą słowacką? Organizatorom akcji zalecałbym rozważny dobór autorów i ich książek.

Żal mi się zrobiło Jasia Kapeli. Oglądałem zaledwie połowę programu na kanale sportowym, przeskakując do kolejnych telefonicznych i stanowiskich pytań lecz to bez znaczenia. Obrazek wyszedł nędzny. Pamiętam jak organizowaliśmy w Lublinie slam lub spotkanie z Jasiem, dla naszego małego środowiska było to pewnego rodzaju wydarzenie. Osoba którą znaliśmy wszyscy, bo po prostu była znana szerzej. Nie byłem fanem jego poezji ale były momenty były zdania i były czasy kiedy były mi te słowa potrzebne. Czasy w których czytałem więcej poezji niż prozy. Czasy w których czytałem więcej poezji niż czegokolwiek innego. Przesiąknięty odwołaniami do Jasia jego obecnością w prasie literackiej i sukcesami na slamach wydawał mi się poetą przez duże P. Zazdrościliśmy mu wszyscy że się o nim mówi, większość osób która wiedziała kim jest i co robi nigdy nie czytała jego wierszy. Wtedy w Lublinie, jeśli dobrze pamiętam lataliśmy z Jasiem po starówce z megafonem, wieczorem lub w nocy. On czytał wiersze przechodniom. Nikt na nas nie zwracał uwagi i możliwe że jestem jedyną osobą która to pamięta. Takie małe widowisko. I z pewnej strony zastanawiam się czy hejt park nie był dla Jasia kolejnym właśnie takim widowiskiem. Dla wszystkich pozostałych bez znaczenia. Te chwile zażenowania nie są jego ale całej reszty która w tym widowisku bierze udział. Te pieniądze on po prostu dostał i po prostu je wyda. Styl to już tylko nasza ocena, to nasze zażenowanie i nasze niezrozumienie. A ten program ponownie sprawił iż znów się o nim mówi mimo iż nikt nie czyta jego wierszy. Tym razem jednak niczego mu nie zazdroszczę, obrazek wyszedł nędzny.

„Zamieć” Neal Stephenson

Dawno się tak nie męczyłem z książką. Może to napięty okres w którym przyszło mi czytać, aura poprawiającej się pogody w której to przyjemniej jest po porostu wyjść na zewnątrz na rower niż siedzieć skulony nad książką lub tak po prostu nie ta książka nie ten autor nie ta historia. Zabawna. Tak są momenty, dobre momenty rozbrajające całkiem nie kiepski humor. Pomysły. Tak są pomysły ale są one strasznie porozrzucane, niektóre z nich kiełkują i przeplatają się z głównym wątkiem opowieści inne gniją. Pisanie. Chaotyczne, czasami gubiłem watek, nie rozumiałem jak w danej chwili główny bohater siedział ukryty przed wrogami w jaki sposób nagle zmienił swoją lokalizację. Opowieść. zagmatwana, mam wrażenie iż główna intryga jest nie do końca wyjaśniona, jeden rozdział, jedna rozmowa ma nam naświetlić całą sprawę, ale jest to w słabym stylu i w zbyt dużym skrócie. Zakończenie. Słabe. Mam jeszcze jedną książkę Stephensona na półce ale czuję iż minie sporo czasu zanim po nią sięgnę.

dwieście czterdzieści jeden

23 kwietnia, 2021

„Głębia. Skokowiec” Marcin Podlewski

Podobają mi się technologiczne pomysły, podoba mi się drużyna i podobają mi się przygody. Wstępy do rozdziałów, stylizowane na urywki pism, wykładów to ciekawy zabieg wprowadzający do świata. Idea iż ludzkość odwróciła się od duchowości w kierunku techniki/robotyki bardzo pociągająca, szczególnie w przedstawionej w książce postaci. A miejscami pojawiał się humor.